2016 – Jak spełnić marzenia w rok?

No i koniec. Jutro o północy wybuchną fajerwerki. „Noc jak każda inna noc” a jednak wyjątkowa. Czas podsumowań i rozliczenia siebie samego z planów, marzeń i błędów.

Na początku roku wprowadziłam się na swoje mieszkanie. Wyremontowane za mój pierwszy w życiu kredyt. Pierwsze w życiu spotkanie z ekipą budowlańców, którzy mnie oszukali. Wynajęcie super speca od wszystkiego, który udowodnił, że scenariusz do programu „Usterka” pisze się sam. Wybieranie mebli, koloru ścian, paneli, płytek. Pierwsze zapłacenie ubezpieczenia samochodu. Przekonałam się w tym roku, jak cudownie jest mieć przyjaciół. Takich prawdziwych od serca. Wcale nie musi być ich wielu, nie muszą mieszkać zaraz obok. Po prostu są wtedy kiedy trzeba i to jest najpiękniejsze.

Zmiany, burze, deszcze i tęcza.
Ten rok zawodowo był również bardzo rozwijający. Nauczyłam się przede wszystkim, że w ludziach siła. I można chcieć zbawić świat w pojedynkę, ale po co? Dziękuje wszystkim, którzy pozwolili mi realizować moje pomysły i te w pracy i w firmie i w życiu codziennym.

Kiedy sobie coś wymyślimy nie ma powodów by szukać przeszkód. Przez przypadek ze zbiegiem okoliczności dostałam motywacyjnego kopa by rozwinąć markę Szada Fotografia. Od długiego czasu bałam się wziąć sprawy w swoje ręce. A da się. I nie ma większych problemów. Dziękuję wszystkim, których nie słuchałam i Patrycji, która pojawiła się w dobrym miejscu i dobrym czasie.

Hiszpanio. Czekałaś na mnie tyle czasu, ale w sumie nie rozumiem dlaczego.  Marleno, dziękuję Ci. Bo gdyby nie Ty pewnie dalej marudziłabym o tym jak bardzo marzy mi się wyjazd. A tak po raz kolejny dostałam bodziec do tego aby spiąć się w sobie i wszystko postawić na jedną kartę.

Śluby, rodziny i dzieci! Ah! Nauczyłam się zachwycać, czuć i przeżywać. Ostatnio bardzo mi tego brakowało. A dzięki Wam moi klienci jestem znowu sobą. I przyznam się, mam stres przed każdym zleceniem, że coś się nie uda. Nie chodzi tu o zdjęcia, tylko o to, żeby ten dzień kiedy spotykamy się na sesji był najpiękniejszym, albo chociaż jednym z lepszych dni Waszego życia. Dajecie mi siłę, energię i rozwijacie moje postrzeganie siebie. Ale też chcę w tym miejscu podziękować wszystkim znajomym fotografom. To Wy pokazujecie mi, że „Da się”. Uczycie, komentujecie i dajecie wskazówki. Dzięki Wam staje się lepsza. Mam nadzieję, że również działa to w dwie strony i staram się jak tylko mogę odwdzięczać się czym tylko potrafię. Jesteście nieocenieni.

No i kropka nad „i” tego roku. Dziękuję osobie, która całkowicie przez przypadek pozwoliła mi przypomnieć sobie co najbardziej kocham w życiu. Tygodnie poszukiwań, argumenty „za” i „przeciw”. Dużo energii kosztowało mnie podjąć decyzję. Odchodzę z SCK. Czuje się jakbym przez ostatnie 3 lata była nastolatką w bardzo wyrozumiałej rodzinie. Bo tak, byliście moją rodziną. We wszystkich wzlotach, upadkach, pomyłkach i sukcesach byliśmy razem. Rodzina ta to nie tylko współpracownicy, ale również ludzie odwiedzający mnie. Cudowni seniorzy, artyści, instruktorzy, rodzice, dzieci. No i moje dzieci. DZPIT „Siemianowice”, które dodawały mi siły w każdym trudnym momencie. Chwila odpoczynku i zebranie oddechu, zerknięcie na nasze wspólne zdjęcie i już miałam siłę pracować dalej. Na pewno wiele z osób, które odwiedziły biuro nie zdaje sobie, że miały wpływ na moje życie. Jestem Wam wdzięczna, że wytrzymaliście ze mną tyle czasu.

„Bo jak nie my to kto?” było mottem tego roku. I mimo banału całej piosenki i jej tekstu to właśnie te zdanie dodawało mi energii każdego dnia 2016 roku.

Czas na coś nowego. Kolejny punkt wśród moich marzeń i celów.
Witam Cię 2017 roku. Pozwól mi zrobić z Ciebie cudowny rok mojego życia.

Będę najgorszą mamą na świecie.

Post ma na celu zwrócenie uwagi na pewne problemy oraz strasznie uogólnia i wyolbrzymia pewne sytuacje.
———————-

Wiem, że świat kręci się wokół Internetu. Sama jestem specjalistą w każdej dziedzinie jeśli tylko mam google pod ręką. Jednak wiem, że będę najgorszą mamą na świecie.

Zabierzcie ode mnie dzieci!
Jestem na różnych grupach na fb. Również na grupach dla mam. Oprócz reklamowania się tam z moimi usługami fotograficznymi czytam często dyskusje. Nie jestem mamą. Mam jakieś tam doświadczenie jeśli chodzi o opiekę i wychowanie, ale wiem, że mamy tego nie uznają bo „nieswoje to każdy umie wychować”. Dzisiaj wypowiedziałam się krytycznie o zdjęciu krocza dziecka (zasłoniętego ręką mamy) – głównie chodziło o wysypkę na udach, ale kadr był… ehhh, no. Napisałam, że to nie jest odpowiedzialne kiedy publikuje się takie zdjęcia bo jednak wrzucane są one do Internetu. Mam odpisała „ale zasłoniłam intymne miejsce synusia żeby nie było skandalu tutaj a jednak i tak jest”. Jak ja mogłam się czepiać tego zdjęcia zamiast napisać jakich środków ma ona użyć na wysypkę dziecka i czym ona jest spowodowana!

Jestem żenująca!
Kiedy moja 3 latka miała problemy zdrowotne – szłyśmy do lekarza. Nie wydzwaniałam po koleżankach co robić. Kiedy 7 latka zaczęła się źle zachowywać nie wypytywałam na forach jak inni radzą sobie z niegrzecznymi dziećmi. Jestem najgorszym typem rodzica/opiekuna. Rozmawiałam z dzieckiem! O emocjach. Przecież to takie małe to nawet nie rozumie co się mówi. A ja uparcie używam nowych słów. Tłumaczymy wspólnie ich znaczenie i próbujemy określić emocje, które w danej chwili nam towarzyszą. Jestem tyranem, który znęca się nad dziećmi. Kiedy 4 latka nie chce po sobie sprzątać a ustaliłyśmy, że tak własnie będzie – ja czekam. I mogę siedzieć bezczynnie do momentu aż ona zacznie to robić. Kiedy zrozumie, że to zachowanie jest nieodpowiednie wspólnie dzielimy obowiązki, żeby dać jej przykład i nie czuła się odrzucona. Jestem nieodpowiedzialna bo nie trzymam non stop dziecka za rękę. Ba! Potrafię się zatrzymać na środku ścieżki zamiast gonić za uciekającym buntownikiem! Jasne. Może wtedy stać się coś złego, ale kiedy nie ma w otoczeniu zagrożenia w postaci aut, morderców i innych wściekłych i głodnych lwów. Ja czekam. Leniwa jestem i biegać mi się nie chcę. Taka jestem żenująca. Wiem, że dziecko zna granice i wróci. Nic mu nie grozi, chce pokazać swoją niezależność. Ma do tego prawo. Ale musi też wiedzieć, że to ja jestem opiekunem. Wraca. Za chwilkę, kiedy zrozumie, że to nie ma sensu. Że ze mną jest lepiej.

A z nastolatkami to w ogóle już przesadzam!
Jestem najgorszym przykładem dla młodzieży. Siedzę na tym telefonie z nimi. Zamiast jak każdy dorosły zabronić im tego i uczyć odpowiedzialności! A tym czasem, ja mam snapchata, instagrama, fb. Oznaczam dzieci w postach i piszę z nimi na massengerze. I co się okazuje. Ci nastolatkowie są beznadziejni jak ja. Kłamią, obrażają, wyzywają i  chodzą na wagary! A jak oni się na ulicy zachowują! Wstyd! Oburzające jest to, że wśród tej młodzieży wcale nie wyróżniam się zachowaniem. Wspólnie robimy przypały, wkręcamy ludzi. Haha! Czasami nawet nagramy jakiś głupi filmik na snapa. Rozmawiamy. Dużo rozmawiamy o wszystkim. O tym jak to chłopak złamał serce, jak to kolega zawiódł, jaka głupia jest baba z przyry. I nagle się okazuje, że przede mną nie ma tajemnic. Bo po co mają być. Jasne jakieś małe sekrety są zawsze. Tylko niema sensu kłamać. Lepiej się przyznać do błędu. Wspólnie wyciągniemy wnioski. „Jest Pani na mnie zła?” Zapytała mnie dziewczyna, która wpadła na cudowny pomysł jednak troszkę kontrowersyjny dla jej otoczenia. „Nie jestem zła. Jestem dumna”. A przecież powinnam kontrolować emocje dziecka i je tresować.

Co zrobić żeby ten świat był taki jak trzeba?
Facet , który dumne każe nazywać się „tatą” całe dzieciństwo powtarzał mi „Jak czegoś nie umiesz to nie rusz”. Cudowne rady mi dawał i tresował żebym wyrosła na grzecznego i ułożonego człowieka. I tak właśnie powinno być! Słuchać innych, nie wystawać poza szereg. Nie możesz mówić o tym co Ci nie pasuje i nie wymagać za dużo od życia bo przecież i tak tego nie osiągniesz. Wtedy jest dobrze.

Będę najgorszą mamą na świecie…
… i jest mi z tym cudownie. Będę popełniała błędy i uczyła dzieci jak sobie z tym radzić. Będę dawała swobodę aby miały możliwość uczyć się nowych rzeczy. Będę wymagała, żeby nie krzywdziły innych i zawsze miały szacunek do drugiej osoby. Będę motywowała w złych momentach wtedy kiedy nikt już nie będzie wierzył w sukces. Będę się starała być zawsze dla nich, ale tak żebym nie przestała być sobą.

Nie, nie jestem w ciąży. Przede mną dużo większe wyzwania, ale o tym już wkrótce.

 

 

 

Hola! Spełniaj marzenia!

Czasami mówię, że nie mam marzeń. Mam plany, cele, założenia. Ale tak cudownie jest powiedzieć, że spełnię swoje marzenie, że muszę to tak nazwać. Od ponad 5 lat moim marzeniem był wyjazd do Hiszpanii. Tylko ciągle nie miałam po drodze. Któregoś dnia już nawet byłam blisko, żeby pojechać z którymś z kierowców dalekobieżnych tylko po to aby minąć granice Hiszpanii i móc powiedzieć, że udało się!

Na początku roku założyłam, że chcę w tym roku to zrobić. Skończyło się wyjazdem do Szwecji. Nigdy nie miałam po drodze.

Nie jest niczym nadzwyczajnym w tych czasach wsiąść do samolotu i polecieć gdzieś. A jednak zawsze wyjazd mnie bardzo cieszy. Dwa lata temu urodziny spędziłam w moim drugim domu czyli Leeds w UK. Rok temu w moim nowym mieszkaniu. Ten rok będzie dowodem, że mogę wszystko czego zapragnę. If u can dream it u can do it. Po prostu.

Ten rok był rokiem zmian w moim życiu. Przedostatniego etapu dorosłości. Ah.
Także oficjalnie 3-10 grudnia jestem niedostępna 🙂

Jak poznać dziewczynę w sieci. Zachowania dziewczyn na portalach randkowych.

To już nie jest singielstwo, to staropanieństwo. I nie chodzi mi o wiek, tylko mentalność moją. Wracam do historii z portalu na którym znam już wszystkich.

Kiedyś nazywano je portalami randkowymi. Teraz nie … oj nie… przecież wstyd się przyznać, że chodzi się na randki z internetu. Teraz to po prostu „wspaniali ludzie, „okazja do poznania się” i inne ładnie nazwane „miejsce dla tych którzy nikogo sobie znaleźć nie potrafią”.

Jakiś czas temu poruszyłam temat ludzi, których można spotkać na takich portalach. Teraz opowiem jak to wygląda ze strony osoby poszukującej. Doświadczenie w tej dziedzinie mam. Znajomych do tego zachęcam. Moim zdaniem nie ma nic lepszego niż wyjście od czasu do czasu z obcą osobą na spacer/obiad/piwo. Zwłaszcza kiedy otaczają Cię szczęśliwie zakochani znajomi, a Ty masz po prostu ochotę poznać kogoś, komu też się nie udało. Wiadomo, skłamałabym uważając, że nie kryje się za tym wszystkim chęć poznania tego „jednego jedynego”.

Rozmawiając z jednym z „kolegów” uznałam, że w sumie poprzeglądam profile dziewczyn. W końcu to moje potencjalne rywalki o serce tego jedynego. W sumie znalazłam parę całkiem sympatycznych profili.

I nagle zaczęły pojawiać się „one”. „One” to dziewczyny które zobaczyły że byłam na ich profilu i uznały, za najlepszy pomysł aby napisać do mnie. Przecież i „one” i ja to singielki. Poplotkujmy! Po obgadujmy tych nieudaczników, bez mózgów, maminsynków i najgorszych typów na świecie. Serio. Każda z dziewczyn która się do mnie odezwała dawała mi złote rady jak to nie warto mieć założonego profilu, jakich dziwnych typów można znaleźć na portalu i w ogóle to trzeba być kobietą niezależną i samodzielną.

Zrozumiałam jedno. Każda z nas ma ten portal dlatego, że szuka kogoś kto zrozumie jej problemy. Problemy samotnej osoby w świecie wymagającym aby się już ustatkować – z kimś. Bo przecież kiedy masz swoje mieszkanie, auto, stabilną pracę, ba nawet kredyt. To nie, kochana, nie. Nie jesteś ustatkowana. To następuje dopiero po ślubie.

Po wylaniu swoich frustracji na otaczający mnie świat pora przejść do meritum tego wpisu. Co zrobić aby doprowadzić do spotkania z laską z internetu? Słuchajcie zatem złotych rad cioci Szady. Mam nadzieję, że każdy zrozumie jak bardzo ten poradnik się nie sprawdzi w przypadku jakiś 80% dziewczyn. Ale przecież Ty też chcesz poznać tą jedną jedyną. Załóżmy, że jest ona w tych 20% 😉

  1. Uzupełnij swój profil. Możesz napisać dwa zdania o sobie. Nawet jeśli będziesz miał zdjęcie w cudownym wywoskowanym samochodzie marki golf ciężko będzie znaleźć wspólny temat do rozmowy. Podrzuć temat. To ułatwi sprawę pierwszej wiadomości.
  2. Napisz coś sensownego albo totalnie abstrakcyjnego. Nie będziesz oryginalny pisząc żarty typu „Twój ojciec był … bo jesteś …”. Śmieszków tego pokroju jest zbyt wielu. I każdy niestety myśli, że to jest oryginalne.
  3. Nie! Nie wysyłaj mi zdjęcia swojej klaty, penisa lub selfie. Dziewczyny też oglądają porno, więc Twoje 10 cm średnio zrobi na nas wrażenia. Fajnie popatrzeć na dobrze zbudowanego faceta, ale … nie. Nie chcemy tego. Nie teraz.
  4. Zarzuć tematem, który da się kontynuować. Pamiętaj, że dziewczyny przede wszystkim chcą być wysłuchane. Pomęcz się chwilę i daj im się wygadać. Będzie nam miło.
  5. Napisałeś wiadomość, postarałeś się a ona nie odpisuje? Daj jej czas. A jeśli minie już parę dni to nie męcz jej wiadomościami. Wiadomo, mogło jej to gdzieś umknąć. Nie ma czasu albo ochoty żeby odpisać. Ale to nie znaczy, że masz pisać do niej codziennie o tym dlaczego nie odpisuje. Desperacja to najgorszy doradca.
  6. Daj się ponieść. Masz schemat zachowania? Musisz popisać z laską parę dni zanim zaproponujesz spotkanie? Fuck the rules. Jak okaże się, że laska nie ma planów weź ją gdzieś. Nie ma alternatywy. Może się nudzić sama w domu, albo potencjalnie spędzić fajnie czas. Nie ma strat, są potencjalne zyski. Wykorzystaj to.
  7. Bez pośpiechu. Są portale na którym szybko i łatwo możesz znaleźć kogoś na seks. Ale są też takie gdzie bardziej chodzi o budowanie związku. Warto odróżnić jedno od drugiego. Wiadomo, że fajnie jak randka zakończy się śniadaniem. Chociaż w wielu znajomych stwierdziło, że rzadko kiedy można na takich początkach budować sensowną relację. BTW wszystko jest dla ludzi. Oceń swoje priorytety.
  8. Pasje, ambicje i plany. Opowiedz swojej randce coś o tym jak widzisz swoje życie za parę lat. Wtedy szybko poznasz intencje dziewczyny. Wspomnij o wyjeździe na rok, albo o marzeniu zwiedzenia całego świata – szybko dowiesz się z kim masz do czynienia. Zacznie to krytykować, komentować, że „w tym wieku powinno się zakładać rodzinę, a nie szaleć” masz wypisane dokładnie to jak ona widzi świat. I tutaj znowu. Oceń to czego chcesz od relacji. Sprawdź czy ona pasuje do tego planu.
  9. Idealne miejsce na randkę to… miejsce neutralne. Najlepiej takie w którym mimo wszystko nie zobaczy nas nikt znajomy, ale do którego szybko trafi ktoś kto awaryjnie ma nas uratować. Trzeba zakładać plan telefonu awaryjnego do przyjaciółki z toalety. Jeśli laska idzie do toalety tylko z telefonem to lepiej uważaj. Nie szalej więc z romantycznymi knajpkami w lesie … może to się spotkać z niezrozumieniem.
  10. UDAŁO SIĘ! Idziesz na randkę. I teraz uważaj. Jakieś 90% dziewczyn stroi się przed każdą randką. Musisz sobie zdać sprawę, że właśnie staje przed Tobą najlepsza wersja tej osoby. Oczywiście może być speszona i potrzebować czasu żeby się rozkręcić… jednak wizualnie lepiej nie będzie. Taka jest prawda.

Mam nadzieję, że troszkę Wam te moje kilka rad pomoże się ogarnąć. Pamiętajcie, że to wszystko piszę tylko i wyłącznie przez pryzmat moich doświadczeń. Są faceci z którymi mam cudowny kontakt do dzisiaj. Poznaliśmy się przez portal randkowy a okazało się że nie, nie ma chemii ale za to jest milion tematów do rozmów. Mam też na swoim koncie typa który rozwalił mnie na łopatki stwierdzeniem, że „nie wykorzystałam swojej szansy” no bo przecież kto odmówi prawnikowi seksu na pierwszej randce.  Są też typki, które mnie rozbawiły, zaciekawiły i dały okazję i możliwość żeby się nie nudzić. I to jest fajne.

Pamiętajcie też, że nigdy nie wiadomo kto jest po drugiej stronie. W Internecie może to być cudowna i miła osoba. A na spotkaniu okazuje się wredną, otyłą babą, która wszystko krytykuje i komentuje. Czym jest życie bez ryzyka 😉

 

 

Sposób na fajne życie. Poradnik szczęścia cz.4

Mam czas aby chwilkę poleżeć i w ramach „nie mam na nic siły” pomyśleć troszkę o sobie i swoim życiu. Jest jesiennie, sentymentalnie i łatwo o smutek. Postanowiłam zebrać najfajniejsze rzeczy które w życiu zrobiłam. Wyszła z tego czwarta część poradnika szczęścia. Kolejne złote rady, które nie kosztują dużo energii, ale przynoszą super efekt.

  1. Daj szansę ludziom. 
    Przez moje życie przewinęło się wiele osób. Angażowałam się w dużą ilość projektów także grono moich znajomych zawiera na prawdę ludzi o przeróżnych poglądach, zainteresowaniach i statusie społecznym.
    Kiedyś oceniałam ich na podstawie opinii jakie o nich krążą. Kiedy postanowiłam z tym skończyć poznałam osoby, które stały się moimi przyjaciółmi lub przynajmniej postaciami mającymi duży wpływ na moje życie.
  2. Posłuchaj rad innych.
    Niekoniecznie starszych. Podczas zwykłej rozmowy możesz dowiedzieć się jakiejś życiowej prawdy. Nigdy nie zapomnę jak po parogodzinnym wyczekiwaniu po koncercie Nosowskiej udało mi się wejść za kulisy i zrobić sobie z nią zdjęcie. Miałam wtedy ok 15 lat i było to dla mnie bardzo ważne przeżycie. Pochwaliłam się dziewczynie która odbywała wtedy staż u mnie w szkole (a kontakt miałyśmy bardzo fajny). Spodziewałam się „ohów i achów”, ale zamiast tego usłyszałam „i co z tego? człowiek jak człowiek, tylko śpiewać potrafi lepiej”. I nie była to złośliwość, ale fakt. Od tego czasu totalnie zmieniłam swoje patrzenie na „gwiazdy”.  Podejrzewam, że ta osoba nawet nie miała pojęcia, że własnie dała mi jedną z lekcji, która przyda mi się w życiu. Korzystaj z doświadczenia i poglądów innych.
  3. Spróbuj wszystkiego na co masz ochotę.
    Oczywiście jeśli nie zagraża to bezpieczeństwu Twojemu i Twojego otoczenia. Czasami dziwne bodźce kierują nas do realizacji zadań. Na pierwszą zbiórkę harcerską poszłam, bo spodobał mi się chłopak, który „reklamował” nową drużynę w mojej szkole (do teraz się zastanawiam kto to mógł być ha ha). Ludzi ze stowarzyszenia, które zmieniło bardzo moje podejście do życia poznałam bo szukali wolontariuszy do festiwalu żydowskiego (a, że wcześniej pół roku wolontariowałam przy kościele katolickim stwierdziłam, że czas dowiedzieć się czegoś o żydach). Tak na prawdę kiedy się na tym skupię stwierdzam, że najbardziej przełomowe momenty w moim życiu nastąpiły przez przypadek. Też tak masz?
  4. Nie bój się zmian.
    Swojego czasu kiedy przez pół roku nie wprowadzałam w swoje życie dużej zmiany prowokowałam podświadomie sytuacje żeby coś „samo się” zmieniło. Nie ma dobrego momentu na zmiany. To musi być tu i teraz. Przynajmniej ja mam ciężko z tym, żeby przygotować się do zmiany. Fakt, remontowanie mieszkania zanim do niego się wprowadziłam było przyjemne. Może nie nauczyłam się takiego spokojnego przechodzenia z miejsca w miejsce. Wszystko zawsze zmieniałam na już, teraz, rajt nał! Ale wiesz co, to jest dobre. Nie mam wtedy czasu na rozkminianie problemów, przeszkód i innych zniechęcających bodźców.
  5. Nie zapominaj o sobie.
    W pewnym momencie życia dorasta się do tego, że „ja” jestem ważna. Nie chodzi o jakiś szalony egocentryzm gdzie oprócz tego „ja” nie ma nic. Budzę się rano w niewygodnym łóżku. Nie przeszkadzało mi to, bo łóżko jak łóżko. Ale nie! Ja mogę to zmienić. Zasługuję na to, aby wyspać się i nie być obolałą. Wiem co lubię, wiem co sprawia mi przyjemność. Dbam o to aby było mi dobrze. Otaczam się osobami, które mnie rozumieją, wspierają. Kupuję sobie rzeczy na które mam ochotę. Chodzę na szkolenia i warsztaty aby się rozwijać. Nie pozwól aby otoczenie Cię przytłoczyło i sprawiło, że akceptujesz wszystko bo „może być gorzej, a przecież nie jest aż tak źle”.

 

Notka miała mieć pozytywny wydźwięk. Jeśli taki ma i co więcej uważasz moje rady za trafne, daj znać. Powoli skłaniam się ku temu aby zacząć kręcić filmiki. Pierwszy raz mówię o tym głośno (nie tylko w mojej głowie). Wiadomo, że pisanie nie jest moją mocną stroną. Co wolisz? Oglądanie video czy czytanie tekstów?

#czarnyprotest

Trąbią o tym z każdej strony… aż w końcu ciekawość wygrała z moją ignorancją. Tak się stało, że w dniu kiedy cały #czarnyprotest się rozpoczął byłam w pracy ubrana na czarno. Przypadek? Nie sądzę. Obserwując różne marki w Internecie rozbawiły mnie poważne firmy modowe, które wrzucają stylizacje odkopane z archiwum z najpopularniejszym # ostatnich dni. No, ale po konkursie na stylizacje Powstańczą mało co mnie zdziwi.

Nie znam się na polityce. Moja rozszerzona matura z WOSu jest dowodem na to jak bardzo trzeba mieć szczęście żeby maturę zdać i wiedza nie ma z tym nic wspólnego. No ale skoro rząd nam robi tak źle to trzeba było się w temacie troszkę pokręcić. Merytorycznie informacji na prawdę mało. Praktycznie nowelizacja ustawy brzmi jak żart.

Czytałam opinie i informacje o konsekwencjach wprowadzenia ustawy „o powszechnej ochronie życia ludzkiego i wychowaniu do życia w rodzinie” w praktyce. Jestem przerażona. Dlaczego? Szczerze? Nie po to uczyłam się prawa rodzinnego,karnego i innych na studiach żeby mi teraz zmieniali coś co rozumiałam, było logiczne i udało mi się ładnie zdać na egzaminach. Gdybym miała na zaliczeniu opowiadać o tym, że (uogólniając) kobieta jak już ma w sobie zapłodnione jajo nic nie może, tak samo jak wszyscy w promieniu 100 km od niej, a w ogóle to wszyscy idźcie do więzienia albo płaćcie kary – to bym rzygła.

Póki co wyrzygać się mogę na blogu.

Czy usunęłabym ciąże? Nie wiem nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Uważam, że każdy ma prawo decydować za siebie. I nie! Nie „Twoja macica i Twój wybór”. Ktoś jest współtwórcą tego co Ci w tej macicy rośnie.  Jasne – jeśli dawca nasienia to skończony debil, który ma Waszą przyszłość w dupie to rób co chcesz. Oczywiście nie poruszam tematu gwałtów, zagrożeń życia i innych bo to chyba logiczne.

Jest taki złoty środek w tym wszystkim. Akceptować wolność ludzi. I taką postawę chyba powinni nasi politycy prezentować. Widzę zdjęcia rozdziabdzianych płodów – smutno mi. Ale widzę opisy tych wszystkich prolife’owych stowarzyszeń i zazdroszczę tym dzieciom, że nie muszą męczyć się na tym świecie.

Protestujmy. Ale róbmy to z głową. Skoro walczymy z głupim rządem, to bądźmy chociaż myślącymi obywatelami. Coby Ci mówiący „w naszym imieniu” mogli brać z nas przykład.

 

Dobranoc Pani Mario

Wczoraj media miały o czym pisać. Umarła kolejna znana osoba. Ok. Temat dnia, nagłówki, zdjęcia, podsumowania.

Zrobiło mi się przykro bo ta kobieta w miała w sobie to „coś”. Zazdrościłam jej luzu w byciu sobą. Ale była też dla mnie dowodem na to, że da się takim być. Chociaż oczywiście nie chcę teraz wypisywać jak to płakałam na informacje o śmierci i moje życie muszę układać na nowo. Nie. Chodzi o to że najnormalniej w świecie pomyślałam „szkoda”. I tyle.

Fajnie dowiedzieć się czegoś więcej o tej babeczce którą jak widziałam przypominało mi się, że w sumie to mam ochotę zapalić. Najbardziej interesował mnie szczerze mówiąc fakt czy dopadło ją raczysko czy coś innego. No i zaczęłam szukać artykułu, który pozwoli mi się tego dowiedzieć.

Trafiłam na minę.
O NIE! Ona przyznała się do aborcji. O NIE! Do PARU aborcji.
Lawina gówna spłynęła po informacjach o śmierci p. Marii zostawiając po sobie zaschnięte z resztek komentarze.

Kocham dzieci, ostatnio coraz bardziej chciałabym być matką. Mimo, że parę lat temu w ogóle byłam przeciwna temu pomysłowi. Najważniejszą rzeczą, którą chciałabym nauczyć moje dziecko jest szacunek do drugiej osoby. Zrozumienie, że każdy jest inny i każdy ma prawo mieć swoje zdanie i poglądy. Póki nie krzywdzi drugiego człowieka niech opowiada o czym chce.

W jednej strony zastanawiam się jak zachowywałoby się dziecko tej kobiety. Czy charakter odziedziczyło by po matce. Ale czy moja własna ciekawość jest tak ważna żeby teraz wyzywać ją i cieszyć się że „jednej lewackiej idiotki mniej” [Komentarz Heli]?

Podziwiam osoby, które mają swoje zdanie i nie zmieniają go pod wpływem innych. Ale jeśli chodzi o rzeczy, które dotyczą naszej własnej dupy to nimi niech nikt się nie interesuje. Mam prawo decydować o sobie. I tak samo jak nikt nie zabroni mi być miłym i kochać świat, tak samo nikt nie powinien oceniać Twojego sposobu życia.